Love Story 100 pro

Just another WordPress.com weblog

2.10 – Ostatni dzień w szpitalu Czerwiec 9, 2009

Zaszufladkowany do: Uncategorized — rzm @ 9:36 am
Tags: , , , , ,

Piotrek zdawał akurat maturę, i nie szło mu najlepiej. Ciągle się plątał, w dodatku osobm w komisji ręce zaczęły się zmieniać w wieżowce.
- Chyba pan nie zda – powiedziała nauczycielka, a z miejsca gdzie powinien być u niej łokieć, a teraz był element wieżowca, otwarł się balkon i zaczęły wylatywać niebieskie i różowe baloniki. Piotrek się stresował. Stwierdził że musi iść się odświeżyć i zaraz wróci, po czym pospiesznie wyszedł z sali. Otwarł drzwi i okazało się że jest u siebie w kuchni a matka akurat coś gotowała. Co robisz? – spytał. Matka się uśmiechnęła i po chwili dodała – robię smaczne ciasto z galaretką i kartoflami, na pewno Ci zasmakuje! Lecz Piotrka zaciekawiło co jest w lodówce, otwarł ją a tam ujrzał maszynę do pisania i pełno jogurtów. Wszystkie miały podobne etykietki, lecz każdy z nich różnił się jakimś szczegółem. Wziął ten, który mu się najbardziej spodobał i otwarł go. Okazał się pusty w środku. Nic nie szkodzi – pomyślał – po czym wziął puste pudełko, i stwierdził że pójdzie po do sklepu po mleko i sam sobie stworzy jogurt. Gdy wyszedł z domu, spotkał Amelię, całującą się z jakimś mężczyzną. Podszedł bliżej, wtedy go ujrzała, przestała się całować, spojrzała mu przez chwilę w oczy i powiedziała: – Kocham Cię! Piotrek popatrzał na owego mężczyznę i okazał się nim Mariuszek, który akurat uszczypnął Amelię w pośladek, po czym ta zachichotała i zaczęła go dalej całować, zapominając o Piotrku. Ten z kolei szybko pobiegł przed siebie, ale nogi jakby odmawiały mu posłuszeństwa, próbował biec szybko, a czuł że się ślizga po betonie a zarazem nogi ważą chyba po 400 kg każda. Wtedy ujrzał Justynę na huśtawce, która uśmiechnęła się do niego i zaczęła wąchać kwiatek, który chwile temu miała włożony za uchem. Ruszył w jej kierunku żeby spytać o godzinę, bo przypomniał sobie że musi zrobić jogurt i usłyszał rytmiczny dźwięk wokół niego. Stopniowo dźwięk był coraz głośniejszy, a obraz Justyny zaczął się zamazywać. Chwilę później stwierdził że leży w łóżku, za oknem właśnie wyszło słońce, a Mariuszkowi coś dzwoni w telefonie. Powoli przetarł oczy i usiadł na łóżko, Mariuszek nadal spał a dzwonek w jego telefonie ucichł.
- Co za sen… – zaczął się zastanawiać i próbował przypomnieć sobie całość. A ten idiota mógłby ściszyć telefon na noc – i zerknął na Mariusza, któremu akurat wyciekała ślina z otwartych ust.
- Wstawaj, telefon Ci piszczał, chyba sms! – powiedział głośno, zirytowany faktem że został obudzony momencie, w którym jego sen miał się odmienić – i rzucił wczorajszą skarpetą w twarz Mariuszka, który gwałtownie się podniósł i zaczął wymachiwać rękami. To chyba było dla niego charakterystyczne. Gdy doszedł do siebie, spojrzał na skarpetę, potem na Piotrka i otępiałym wzrokiem spytał
- Co Ty robisz głupku!
- Wyłącz telefon na noc, nie jesteś tu sam idioto!
- Mariuszek na dźwięk słowa ‘telefon’ szybko sięgnął po komórkę i zaczął przebierać palcami po klawiaturze a potem czytać coś na wyświetlaczu. Od razu oprzytomniał, a po chwili jego pucułowatą twarz rozpromienił szeroki uśmiech.
- HAHA, Baśka napisała czy te spotkanie dzisiaj aktualne!
- Fajnie, musiała to robić o siódmej rano? – spytał wciąż jeszcze lekko rozdrażniony Piotrek, stopniowo jednak humor mu się poprawiał, Mariuszek był komiczny.
- No tak, co za suka… opierdole ją zaraz! – odparł “Żądło” napinając się strasznie i z wyciągniętym językiem zaczął coś pisać w telefonie, co chwilę kasować, pisać na nowo i chyba 2 minuty zastanawiał się czy wysłać smsa. Piotrek szczerze wątpił w to, by Mariusz jej to napisał. W zasadzie troche mu go było szkoda, postanowił że jak kiedyś będzie miał dziecko, nigdy w życiu nie wychowa go na takie lelum-polelum.

Przez kolejne kilka godzin leżał, rozwiązywał krzyżowki i ogólnie się nudził. Myślał na przemian o Justynie i Amelii, gdy nagle do sali weszła Basia. Była ubrana równie obciachowo co poprzednio, a pod pachą trzymała wielką szachownicę. Od razu uderzył go w nozdrza zapach perfum i dezodorantów – chyba trochę z nimi przesadziła.
- Mariuszek! – krzyknęła od progu i ruszyła szybko w jego kierunku, lecz po dwóćh krokach potknęła się o coś i runęła na ziemię, szachy się otwarły i wszystkie figury wypadły z pudełka.
- Właśnie użyłem mocy, będę to robił zawsze jak nie będziesz się do mnie odzywała per Żądło – odparł hardo Mariuszek. Basia się tylko zaczerwieniła i spytała – pomożesz mi zbierać?
- Nie mogę się przemęczać, zalecenia lekarza – odparł Mariuszek. Piotrek i tak nie miał nic do roboty, więc wstał z łóżka i ruszył z pomocą. Na ten widok “Żądło” wręcz panicznie wyskoczył ze swojego łóżka, krzyknął “doktor mnie zabije!” i też zaczął zbierać figury. Piotrek nie przeoczył spojrzenia Mariusza – trwało ułamek sekundy, ale było pełne zazdrości i gniewu.
- Dobra, możemy zagrać – odparła Basia, gdy zebrali już wszystkie szachy. Tylko chyba nie bardzo jest gdzie… Mariusz akurat wrócił do łóżka i nakrył się kołdrą.
- Mam pomysł! – dodała po chwili, i położyła szachownicę na kołdrze w miejscu gdzie 3-4 cm niżej znajdowały się nogi Mariusza a dokładniej miejsce mniej więcej między kolanami i kroczem. Mariusz się zaczerwienił, a rozbawiony Piotrek dostrzegł, jak szachownica w pewnym miejscu uniosła się nieznacznie, tworząc lekkie wzniesieine w miejscu, gdzie po chwili pojawiły się figury Mariusza. Minutę później, rozpoczęli emocjonujący pojedynek, przerywany kiepskimi komentarzami Mariuszka i chichotaniem Basi. Około godziny później zjawili się rodzice w odwiedziny do Piotrka. Szkoda, liczył na to że zjawi się ktoś inny…

 

Leave a Reply