- proszę to dla Ciebie – powiedział Robert kładąc wybrany drink.
- oj dziękuję, ty dzisiaj pijesz tylko coca colę? Chcesz mnie upić? – zaśmiała się
- He he przestań, uwielbiam colę z wódką. Uważam, że nie ma lepszego drinka na świecie. – mówiąc to patrzył Amelii głęboko w oczy i gładził ją po ręce. W tym czasie rozległ się dźwięk telefonu.
- a to mój, przepraszam – powiedziała, po czym zaczęła szukać telefonu w swojej torebce. Tym razem dzwoniła Marlena, chciała aby Amelia jak najszybciej wróciła do domu. Nawet nie powiedziała dla czego, tylko szybko się rozłączyła.
- Robert.. – zaczęła – przepraszam ale właśnie dzwoniła moja kuzynka i ja muszę wrócić do domu, naprawdę, przepraszam.
-Nie spokojnie, nic się nie stało, odprowadzę cię.
- miło z twojej strony.
Wychodząc z pizzerii Ami pociągnęła soczysty łyk drinka. Jakieś 10 minut później czuła jak świat zaczął wirować, zdziwiła się. Jak do tej pory zawsze miała mocną głowę. Słowa wypowiadane przez Roberta brzmiały strasznie dziwnie, jakby były słowami wypowiadanymi przez robota.
- Robert, zaczynam się źle czuć – mówiąc to zwymiotowała
- o bosz, Amelio! Co ci jest? – mówił to z udawanym przejęciem
Po raz kolejny rozległ się dźwięk komórki Amelii, gdy próbowała ją wyciągnąć z kieszeni ta, wysunęła się jej z ręki i upadła na ziemię. Gdy próbowała ponieść ją z ziemi przewróciła się.
- Robert pomóż mi – powiedziała.
- widzę, że drink smakował – zaśmiał się Robert
- co? o czym ty mówisz? – Ami po raz kolejny zwymiotowała, próbowała znaleźć telefon na ziemi.
- chodź, pomogę ci wstać, zabiorę cię w bardziej ustronne miejsce – powiedział Robert po czym wziął Amelię na barana. Telefon zadzwonił po raz kolejny. Tym razem również nie udało jej się odebrać.
Amelia zobaczyła jakby zza mgły, że Robert niesie ją w stronę małego lasku. Próbowała krzyczeć, jednak czuła, że nie może wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Zdawała sobie sprawę, że jej powieki stawały się co raz bardziej ciężkie, czuła drgawki na całym ciele, po czym straciła przytomność.
Ocknęła się kilka minut później , leżała na ziemi, obok niej siedział Robert.
- witam w świecie żywych – powiedział nie patrząc na nią.
-Robert co ty mi zrobiłeś? – mówiła płacząc. Czuła, że boli ją głowa, miała zdrętwiałe ręce.
- Nic, po prostu chciałem zanieść Cię w ustronne miejsce. Pamiętasz jak ci to powiedziałem? Byłaś pijana i chciałem ci pomóc.
Amelia czując, że potrafi już mówić i racjonalnie myśleć wykrzyczała Robertowi w twarz:
- ty dupku! Czego ty mi dosypałeś do drinka? To wszystko twoja wina! Ty idioto! Jak mogłeś? Każdej tak robisz? Jesteś najbardziej żałosnym człowiekiem jakiego w życiu spotkałam! Idiota! Zaniosłeś mnie w ustronne miejsce, próbowałeś zgwałcić ale stwierdziłeś, że za mało wypiłam i, że mogę ocknąć się w każdym momencie! Jesteś skończonym frajerem! – po czym odwróciła się i zaczęła biec w stronę domu.
-Amelia poczekaj! To nie tak jak myślisz! Ja nie chciałem Ci nic zrobić! Źle mnie zrozumiałaś! – usłyszała jeszcze za sobą głos Roberta. Nie chciała go słuchać.
- o Boże, Amelio co tobie się stało? – zapytała Marlena na widok Amelii.
-ten dupek próbował mnie wykorzystać – Amelia opowiedziała całą historię Marlenie, niemal cały czas płakała.
- wiesz co? Najlepiej zrobisz jak teraz pójdziesz pod prysznic a później położysz się spać. Jutro o tym porozmawiamy- powiedziała Marlena.