Amelia własnie wychodziła do pracy kiedy rozległ się dźwięk jej telefonu. Szybko zaczęła przeszukiwac swoją torbę z nadzieją, że dzwoni wczorajszy nieznajomy. Na wyświetlaczu migał napis ‘tata dzwoni’. Odebrała.
- Amelia? Amelia, co się z Tobą do cholery dzieje? Słyszysz mnie, halo!? Amelia? – usłyszała w słuchawce głos ojca.
-Tak, tato, żyję, zatrzymałam się u koleżanki, wiesz? Chciałam do Ciebie wcześniej zadzwonić ale byłeś poza zasięgiem – skłamała.
- U jakiej koleżanki? I gdzie ty się podziewasz? Kiedy wrócisz?
- u Marleny, pamiętasz opowiadałam Ci kiedyś o niej? Właśnie niedawno znalazłam sobie pracę w butiku z ubraniami i wydaje mi się, że szybko nie wrócę – oczywiście ojciec nigdy nic nie słyszał o żadnej Marlenie.
- dobrze Amelio, nie będę ingerować w twoje plany, jednak pamiętaj, że w domu jesteś zawsze mile widziana – zrobił chwilę przerwy po czym dodał – Amelio, ja chciałem cię przeprosić za tamten wieczór. Popsułem ci urodziny i chyba randkę. Przepraszam. Aha! Nie wiem czy słyszałaś, Piotrek próbował cię odnaleźć i miał wypadek.
- tak, słyszałam tato. Wiesz może w którym szpitalu leży? Albo chociaż jak się czuje? – Amelia miała już łzy w oczach.
- słyszałem, że leżał w śpiączce ale jakiś czas temu wybudził się. Pewnie niebawem wróci ze szpitala. Amelio..
- tato, ja już muszę kończyć, pa – rozłączyła się i wybuchła płaczem.
Ten dzień w pracy ciągnął się niemiłosiernie. Gdy wychodziła z butiku po raz kolejny rozległ się dzwonek telefonu. Tym razem na wyświetlaczu widniał numer którego nie znała.
- Amelia? – nie czekając na odpowiedź, mówił dalej – hej, tutaj Robert, poznaliśmy się wczoraj,
- no tak tutaj Amelia. – powiedziała
- właśnie znalazłem Twój numer i pomyślałem sobie czy miałabyś chwilę czasu, żeby gdzieś dzisiaj na przykład wyjść? – zapytał nieśmiało.
-rozumiem, że miałabym wyjść z tobą? – zachichotała Amelia.
- no właśnie o to miałem zapytać. Pizzeria Avanti o 18?
- pasuje. W takim razie do zobaczenia. -odłożyła słuchawkę. W prawdzie nie miała ochoty spotykać się z Robertem ale z dwojga złego wolała wyjście na pizzę niż siedzenie w pustym, dodatku nie swoim mieszkaniu do późna i rozmyślaniu o Piotrku.
Amelia założyła swoje najładniejsze czarne spodnie rurki, które idealnie eksponowały jej pośladki oraz niebieską tunikę, odkrywającą ramiona. Do tego naszyjnik w kształcie serca i czarne balerinki . Wysoko upięła włosy i zrobiła delikatny makijaż.
- oo jakaś ty wystrojona! – Powiedziała Marlena wchodząc do domu. – masz dzisiaj jakąś randkę? Mmm ale ty słodko pachniesz. Ty dziewczyno powinnaś być modelką a nie sprzedawczynią!
- oj przestań – uśmiechnęła się Amelia – umówiłam się z takim kolegą, poznałam go wczoraj. Nie wiesz może gdzie jest pizzeria Avanti? Umówiłam się tam ale nie wiem dokładnie gdzie to jest.
- uu Avanti, musiałaś trafić na bogatego kolesia, to jeden z najdroższych lokali w naszym mieście. – stwierdziła Marlena po czym dokładnie wytłumaczyła gdzie znajduje się ta pizzeria.
Amelii udało się trafić na miejsce dzięki wskazówkom Marleny. Dostrzegła go z daleka. Założył czarne jeansy i koszulkę którą wczoraj zakupił. W rękach trzymał różę, domyśliła się, że przyniósł ją specjalnie dla niej. Podeszła do niego od tyłu i zasłoniła mu oczy dłońmi. Ku jej zdziwieniu on, odwrócił się nerwowo, chcąc ją uderzyć, jednak gdy zobaczył, że to Amelia zrezygnował i zaczerwienił się.
- o bosz, wybacz, ja myślałem, że to jakiś frajer – podał jej kwiaty- proszę to dla Ciebie, wybaczysz, że prawie cię uderzyłem?
- to chyba ja ciebie powinnam przeprosić, nie powinnam cie zaskakiwać w taki sposób. – czuła, że się czerwieni – dziękuję za te kwiaty, są cudne.
Robert objął ją ramieniem i razem weszli do pizzerii.
Marlena miała rację, lokal wyglądał na kosztownie urządzony. Na podłodze znajdował się drewniany parkiet w mahoniowym odcieniu a ściany były pomalowane na krwisty odcień czerwieni. Usiedli obok siebie przy małym stoliku, gdzieś w głębi lokalu. Kelner podał im menu, cenny pizz były trochę wygórowane ale już nie mogła się wycofać. Wybrała jedną z tańszych.
- Amelio, ty tutaj przeprowadziłaś się niedawno? Nigdy wcześniej cię tutaj nie widziałem. – zapytał Robert
- y tak, przyjechałam tutaj do mojej kuzynki, Marleny – po raz kolejny skłamała odnośnie Marleny.
- aha, fajnie.Mam nadzieję, że nie wyjdziesz stąd prędko. Odkąd tutaj przyjechałaś, jesteś najładniejszą dziewczyną w mieście – mówiąc to Robert objął ją i bawił się ramiączkiem jej tuniki – a nie! Najładniejszą jaką kiedykolwiek w życiu widziałem!
- ojej przestań, przez ciebie się czerwienię, jestem już prawie jak te ściany – zaśmiała się nerwowo. W tym czasie kelner przyniósł ich zamówienia. W czasie gdy zajadali się pizzą rozmawiali głównie o przeszłości, o szkole, maturze, rodzeństwie. Amelia w tym czasie dowiedziała się, że rodzice Roberta jakiś czas temu otworzyli pizzerię w której właśnie się znajdowali.
- może napijesz się drinka? – zaproponował brunet – ja stawiam, nie przejmuj się.
- w takim razie bardzo chętnie – uśmiechnęła się Amelia.
W tym czasie rozległ się dźwięk telefonu Roberta.
- przepraszam cię na moment – powiedział po czym odszedł kilka stolików dalej.
- poczekasz tutaj na mnie chwilkę? Muszę coś załatwić na zewnątrz, wracam dosłownie za 2 minutki.
Amelia dostrzegła przez szybę jakiegoś blondyna, który dawał pieniądze Robertowi. Uznała, że nie ma w tym nic dziwnego, więc spokojnie czekała aż wróci.
- no, już jestem, jaki jest twój ulubiony drink? – zapytał, chowając do kieszeni zwitek 50 złotowych banknotów.
- najbardziej lubię mohito – powiedziała
- ok, w takim razie ja pójdę na chwilkę do łazienki a później zamówię drinki i obiecuję, że to jest ostatni raz kiedy zostawiam cię dzisiaj samą – uśmiechnąl się o odszedł w stronę wc.
AAAAAAAaaaaaaaa Ameliaaa nie pij tego drinka!!!!